Wenecja zachwyca. Wystarczy zwiedzić ją mądrze [ZDJĘCIA, WIDEO]

  • przez

Największa niepewność tej podróży. Bo i oczekiwania największe. Ale czy będą tłumy? Smród? Upał? Drożyzna? Otóż nie. Nie będzie. Była za to czysta woda laguny, wąskie, zacienione ulice i spacery nimi czasem w całkowitej pustce. Był makaron za 6 euro i gondola za 2 (serio). Był całkowity zachwyt. Jesteś piękna, Wenecjo. I nie słuchaj malkontentów.

Jak zwiedzić najpiękniejsze miasto świata by się nim zachwycić tak jak my?

Wenecja była głównym punktem naszego włoskiego przystanku podczas podróży dookoła Alp (Podróż dookoła Alp, czyli wakacje w 5 krajach). Wypoczęliśmy już na plażach Bibione i powłóczyliśmy się uliczkami Grado i Caorle. Przyszła zatem pora by zobaczyć coś naprawdę wielkiego. Pełni obaw ruszyliśmy zatem do stolicy regionu, od której dzieliło nas niecałe 1,5 godziny samochodem. Obaw, bo nasłuchaliśmy się jak to Wenecja potrafi rozczarować. Ja dodatkowo byłem w niej już raz jako dziecko i nie zapamiętałem jej jako wyjątkowej. Okazało się jednak, że już kilka godzin później zdetronizowała w naszym prywatnym rankingu Rzym i Lizbonę stając się dla nas najpiękniejszym miastem świata. Wystarczyło tylko zwiedzić ją z głową. Zatem od początku.

Po pierwsze, nie samochodem

Niech nie przyjdzie Wam nawet do głowy jechać samochodem do samego miasta. Owszem, zachodnia część centrum Wenecji, w okolicach Piazzale Roma, dopuszcza ruch samochodowy. Znajduje się tu nawet kilka parkingów. Nie uchroni Was to jednak od nerwowego szukania miejsca i oczywiście opłacenia go. Szkoda nerwów. Lepiej zostawić samochód na brzegu laguny i przesiąść się na komunikację miejską.

Jeszcze lepszym, naszym zdaniem, sposobem są tramwaje wodne. My zrobiliśmy właśnie tak. Zostawiliśmy samochód w Punta Stabbioni, gdzie roi się od parkingów. Cena za cały dzień to 7 euro. Tam znajduje się również przystanek vaporetto, czyli rzeczonych tramwajów. W kasie kupujecie bilet dzienny, który w wersji bez ulg kosztuje 21 euro. I to wszystko. Co kilkanaście minut z przystani odpływają statki do miasta. Rejs trwa ok. 30 minut i wysiadacie na Placu św. Marka. Dzięki biletowi dziennemu macie oczywiście w cenie rejs powrotny, ale również korzystanie z całej komunikacji miejskiej w Wenecji. Co to oznacza? Możecie np., tak jak my, przepłynąć cały Canal Grande i obejrzeć największe atrakcje miasta z innej perspektywy. Możecie też, jeśli macie czas, wybrać się na wyspy laguny – Lido, Murano czy Burano. No i sam rejs po lagunie jest również niezłą atrakcją.

Po drugie, zacznijcie wcześnie

To sposób na uniknięcie zarówno owianych złą sławą tłumów, jak i upału. Po prostu przyjedźcie do Wenecji rano. I nie mówię tu o 7 rano. My z Punta Stabbioni odpływaliśmy po 9. Na Placu św. Marka byliśmy przed 10. To wystarczyło by przechadzać się po największych atrakcjach miasta, jak wspomniany plac, Most Westchnień, Ponte di Rialto, Ponte dell’Accademia (najlepszy widok) czy bazylice Santa Maria della Salute całkowicie bez ścisku, a czasem nawet w samotności.

Byliśmy świadkami jak Wenecja budzi się do życia. Sklepikarze i pracownicy kawiarni krzątali się jeszcze przy dopiero otwartych lokalach a większość turystów jeszcze do niej nie dotarła. W porannym chłodzie spacerowaliśmy więc zacienionymi uliczkami pod suszącym się praniem. Bez problemu znaleźliśmy miejsce w kawiarence przy Moście Rialto, a mijani gondolierzy sami oferowali swoje usługi. Sytuacja zmienia się wczesnym popołudniem, kiedy tłum naprawdę robi się gęsty, a do gondoli ustawiają się dzikie kolejki. Wtedy faktycznie nie jest już tak przyjemnie, ale o tej godzinie my już obeszliśmy stare miasto wzdłuż i wszerz. A byliśmy tam w sierpniu, w szczycie sezonu.

Po trzecie, zejdź ze szlaku

To też nic odkrywczego, ale warto to chyba sobie powiedzieć. Przy największych atrakcjach jest najtłoczniej i najdrożej. Nie bądź tym gościem, który zatrzymuje się przy pierwszej knajpie zobaczonej na Placu św. Marka. Nawet popołudniu wystarczy przejść uliczkami kilka minut by znaleźć miejsce niemal całkowicie puste. Bez kolejek, bez gwaru. Tak było kiedy szukaliśmy obiadu. W Wenecji sporo jest makaronerii oferujących pastę na wynos. To chyba najlepsza opcja żeby tanio i szybko zjeść. Do pierwszej, którą zobaczyliśmy, stała kilkudziesięciometrowa kolejkowa. Ale że byliśmy już po spacerze, to wiedzieliśmy, że dosłownie za rogiem jest druga knajpka. I tam nie było nikogo. 10 minut czekania i mogliśmy pałaszować ręcznie wyrabiany na naszych oczach makaron.

Po prostu zgubcie się w Wenecji. My wyznaczyliśmy sobie jakąś orientacyjną trasę. Zaczęliśmy od Placu św. Marka by jak najszybciej mieć go za sobą zanim zacznie zapełniać się ludźmi. Później Most Westchnień, Most Rialto i Most Akademii, którym przeszliśmy na drugą stronę kanału. Tam zobaczyliśmy bazylikę, a następnie poszliśmy w kierunku Piazzale Roma, gdzie rozpoczęliśmy rejs po kanale tramwajem wodnym wracając w okolice Placu św. Marka. Mieliśmy zatem kilka punktów, ale już droga między nimi była po prostu włóczeniem się. Wenecja to labirynt nie tylko kanałów, ale i zacienionych uliczek, mostków i mosteczków oraz placyków. Nie musicie obierać najkrótszej trasy. Nie pożałujecie.

Czy w Wenecji jest drogo?

Ze zdumieniem stwierdziliśmy, że było to najtańsze z odwiedzonych przez nas miast we Włoszech. To też oczywiście jest względne, bo jeśli zdecydujecie się na kawę np. w najstarszej kawiarni w mieście, Caffe Florian na Placu św. Marka, to szykujcie portfele. Espresso kosztuje tam 7 euro… Ale już w kawiarenkach nieco dalej spokojnie znajdziecie standardowe ceny 1-2 euro. Pamiętajcie tylko, że we Włoszech do ceny często dolicza się koszt obsługi kelnerskiej (tzw. coperto) lub koszt zajęcia stolika. Najtaniej jest zatem zamówić kawę przy barze na wynos. Nie jest to jednak reguła.

Pozytywnie zaskoczyły nas również ceny jedzenia. Nawet w Bibione trudno było dostać makaron za mniej niż 8-10 euro. W Wenecji zjedliśmy go za 6 euro. Warto spróbować też cicchetti. To małe kanapeczki o dziesiątkach możliwych dodatków. Najlepiej kupić w jednym ze schowanych w uliczkach barów. Kosztują 1,5 euro.

Kolejną cenową niespodzianką okazały się… gondole. Można bowiem zaliczyć rejs tą ikoniczną łódką za… 2 euro. Nie jest to jednak typowa gondola. Te mają z góry ustalone ceny – 80 euro za rejs w dzień i 100 euro w nocy. Co kto lubi, ale dla nas to przesada. ALE! Są jeszcze inne gondole. Trochę większe, ale o tym samym wyglądzie. Obsługiwane przez takich samych gondolierów. Nie wynajmujemy ich jednak na wyłączność. Służą one za środek transportu publicznego. Mieści się do nich kilka osób, każda płaci 2 euro i panowie gondolierzy przewożą Was na drugi brzeg Canal Grande. Taki rejs trwa co prawda kilka minut, ale zawsze to rejs gondolą. Takich gondol jest w mieście kilka. Jeden z przystanków znajduje się w okolicach bazyliki Santa Maria della Salute.

Podsumowując – Wenecja jest absolutnie przepięknym miastem. Klimatycznym i na każdy możliwy sposób niezwykłym. Za każdym rogiem czekają na Was pocztówkowe widoki i plenery rodem z filmu. A do tego jest miastem autentycznym. Uwielbiam jej odrapane mury i rdzawe zacieki na bramach sygnalizujące dokąd potrafi podnieść się woda. Jeśli tylko zwiedzicie ją mądrze, to zachwycicie się nią. Tak jak my.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.