Wakacje w Albanii cz. 1 – Ksamil, plaże, jedzenie i ceny

Bardzo chciałbym móc polecić Albanię każdemu. Ale mimo, że jestem tym krajem zauroczony, to wiem, że nie mogę. To nie jest miejsce dla każdego. Tam, gdzie jedni widzą piękną szczerość i inność, inni zobaczą odstraszający brud i brzydotę. My należymy do tych pierwszych. Nad lśniące hotele i luksusowe baseny cenimy klimat, ludzi i atmosferę. Dla nas wakacje w Albanii to był strzał w dziesiątkę. Będziemy więc o niej mówić głównie w superlatywach, ale jeśli należycie do drugiej grupy, to możecie przestać czytać.

Albania, czyli piękno nieoczywiste

Mniej więcej wiedziałem czego się spodziewać. Zanim zarezerwowałem domek w Ksamilu na Airbnb trochę poczytałem i pojeździłem po okolicy przy użyciu Street View. Jest specyficznie. Stałym elementem krajobrazu są porzucone w stanie surowym budowy domów. Czasem kompletnie zawalone. Te budynki, które udało się doprowadzić do stanu używalności często ozdabiają pręty wystające z dachu – zalążki kolejnych kondygnacji, które nigdy nie powstały. Powodem są oczywiście pieniądze. Po pierwsze, oszczędność na podatkach w przypadku budynków pozostających formalnie w trakcie budowy. Po drugie zaś prosty fakt, iż w wielu tych inwestycjach po prostu w trakcie zabrakło funduszy. Niedostatki finansowe widać zresztą też w innych miejscach. Wysypiska śmieci przy drodze, poobijane niemieckie samochody czy sporo bezpańskich psów to tylko kilka przykładów. Albania nie najlepiej zniosła proces transformacji ustrojowej.


Czytajcie również o tym, jak dojechaliśmy do Albanii:

Albania samochodem. Jak to zrobić i czy warto?


Zaskoczeniem była też informacja, że w Ksamilu, jak i wielu innych mniejszych miastach, próżno szukać… adresów. Od dziewczyny wynajmującej dom dowiedziałem się, że nie może podać mi nazwy ulicy, bo takowej nie ma. Przecinki pomiędzy domami trudno zresztą nazwać ulicami. To bardziej nieregularna siatka większych i mniejszych ścieżek. Miasto przecina jednak jedna większa i kilka mniejszych ulic z prawdziwego zdarzenia. Znajdziecie przy nich sklepy spożywcze, restauracje i hotele. Umówiliśmy się więc pod największym marketem i stamtąd miała nam wskazać drogę do naszego domu.

Przyjazd na miejsce był nieco męczący. Mieliśmy za sobą dwa dni podróży i przejazd wąskimi serpentynami w deszczu po zmroku. W samym Ksamilu było też dość tłoczno i nie bardzo potrafiliśmy się zorientować w terenie, a ja nie mogłem się dodzwonić z polskiego numeru do naszej gospodyni. Zauważył to jeden ze sklepikarzy i zaproponował, że zadzwoni ze swojej komórki. I taka jest Albania. Na pierwszy rzut oka nieprzystępna i dziwna, ale wystarczy chwila by się nią zauroczyć. Ludzie są wspaniali i życzliwi, a przy tym nienachalni. Jedzenie doskonałe, krajobrazy zapierające dech w piersiach. A że widać brud i biedę? Co z tego? Tak tam jest i nikt niczego nie udaje.

Chwilę po telefonie sklepikarza byliśmy już w naszym domku, a pół godziny później na plaży z butelką winą.

Na wakacje w Albanii wybrać hotel czy wynająć mieszkanie?

Opcji gdzie się zatrzymać w Albanii macie tyle samo, co w każdym innym kraju. Od drogich hoteli, przez hostele, na couchsurfingu kończąc. My wybraliśmy wynajem lokum na własną rękę. Za dwupokojowy domek z kuchnią, łazienką, patio, ogrodem i zamkniętym parkingiem zapłaciliśmy jakież 1700 zł (za 10 dni). I nie oszczędzaliśmy na tym. Spokojnie dorwalibyśmy tańszą opcję, ale tu zadecydował głównie parking. Gorąco polecam zainwestować w to jeśli wybieracie się samochodem. Zawsze głowa spokojniejsza.

Polecam też wynająć sobie właśnie domek czy mieszkanie. Daje to większą elastyczność i pozwala poczuć się mniej jak turysta, a bardziej jak lokals.

Plaże w Albanii

Ksamil przypomina mały kurorcik nad Bałtykiem na początku lat 90. Sam w sobie nie grzeszy może urodą,bo prócz wspomnianych niedokończonych budów dominują tu hotele, restauracje, stragany z pamiątkami i sporo cepelii. Ale za to wszystko to, czego człowiek się nie dotknął, zachwyca.

Albańska riwiera, czyli południowe wybrzeże kraju, oferuje piękne i całkiem jak na ten region przyjazne plaże. Bez problemu znajdziecie piaszczyste kawałki lub takie pokryte małymi kamyczkami. Nie musicie się obawiać skał czy jeżowców.

Większość plaż przypisana jest do konkretnych knajp. Na nich standardowo musicie wypożyczyć leżak z parasolem. Cena to ok. 10 euro za cały dzień dla dwóch osób. W okolicy sporo jest też dzikich i publicznych plaż, ale odbiegają urodą od tych zagospodarowanych.

Nad morzem znajdziecie wszystkie klasyczne atrakcje znane z Chorwacji czy Grecji. Gastronomię, rowery wodne, zjeżdżalnie, motorówki, skutery itd. Polecamy szczególnie malutkie pączki sprzedawane na plaży.

Czy Albania jest droga? Ceny w Albanii. Jedzenie

No to jest droga ta Albania czy nie? To zależy. Od tego, która jej część i od tego, co uważacie za drogie. Północ kraju z większymi miastami, jak Durres czy Golem, niemal nie odbiega cenami od innych bałkańskich kurortów. Jednak już na południu sprawa ma się inaczej. To były jedne z naszych najtańszych wakacji. Od razu wyjaśniam jednak, że to nie znaczy, że objecie się i opijecie za bezcen. Nie, jest taniej niż w Chorwacji, Grecji czy Czarnogórze, ale nie śmiesznie tanio. Piwo w knajpie kosztuje jakieś 5-6 zł. Za jakieś 25 zł bez problemu zjecie obiad i wypijecie drinka.

A skoro o jedzeniu mowa. O-MÓJ-BOŻE. Albania pozostaje moim najlepszym kulinarnym wspomnieniem. Tutejsze owoce morza na głowę biją te, które jadłem w Portugalii czy Francji. Na każdym kroku czuć grillowaną jagnięcinę i owcze sery. Raj. A co ciekawe, pysznie zjecie nie tylko w tych droższych i bardziej eleganckich knajpach. Poziom trzymają tam nawet najbardziej obskurne budki z jedzeniem. W jednej takiej przyszło mi pierwszy raz w życiu próbować kraba i nie żałuję ani kęsa.


Zobaczcie wideo z naszej podróży do Albanii:


Polecam również zaglądać do piekarni i rzeźnika. W tych pierwszych koniecznie kupcie burek – tradycyjny bałkański wypiek nadziewany mięsem lub serem. U tego drugiego przy odrobinie szczęścia traficie na pokaz oprawiania jagnięcia i załapiecie się na najlepsze steki w Waszym życiu. Nasz przyjaciel, który zna się na kuchni, przyrządził je na grillu (kolejna zaleta wynajęcia własnego lokum z ogródkiem).


Więcej o wakacjach w Albanii w części drugiej: Gjirokastra, Blue Eye, Butrint


Jeszcze słowo o pieniądzach. W Albanii obowiązują leki. 100 leków, to jakieś 3,6 złotego. Nie jest raczej łatwo o tę walutę w naszych kantorach, a jeśli już to po niezbyt okazyjnych kursach. Dlatego my zabraliśmy ze sobą euro, które na miejscu wymienialiśmy na leki. To opłaciło się znacznie bardziej. Zawsze też pozostają bankomaty. Albania to nie jest w końcu trzeci świat.

WIĘCEJ ZDJĘĆ Z ALBANII


Podobne posty:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *