Szyndzielnia, Klimczok, Błatnia – szybka pętla po Beskidzie Śląskim z Bielska-Białej [SZLAK]

W styczniu kilkukrotnie zdarzyło mi się wyskoczyć w Beskid Śląski. Głównie za sprawą Korony Województwa Śląskiego, którą właśnie w tym miesiącu udało nam się zdobyć. O samej KWŚ jeszcze napiszę, ale teraz wspomnę tylko, że na liście mieliśmy m.in. Baranią Górę, Skrzyczne i Klimczok. I to właśnie ten ostatni szczyt zmobilizował mnie to jeszcze jednego wypadu w góry. W ramach KWŚ wchodziliśmy na Klimczok najkrótszym możliwym szlakiem, czyli ze Szczyrku. Sam szczyt jednak był tak malowniczy, że postanowiłem kilka dni później wrócić na niego już na spokojnie i zrobić fajną pętlę z Bielska-Białej.

Szyndzielnia, Klimczok i Błatnia z Bielska-Białej

Oprócz Klimczoka na trasie znalazły się jeszcze m.in. Szyndzielnia i Błatnia. Ale od początku. Zaczynamy i kończymy na parkingu na Dębowcu w Bielsku-Białej. Ja byłem tam w środę o 6 rano, więc nie miałem problemu ze znalezieniem miejsca. Gdy wracałem po 11 również było kilka wolnych miejsc.

Z parkingu ruszamy żółtym szlakiem. Początkowo prowadzi on asfaltem, a podejście jest minimalne. Po kilkunastu minutach dojdziecie do Jeziora Wapienickiego i zapory na nim. Tam żółty szlak skręca w lewo w las i zaczyna się robić stromo. Jak to w Beskidach często bywa – najostrzejsze podejście na początek. Po ok. kilometrze od wejścia w las nieco się wypłaszcza i zaczyna się jednostajne podejście pod górę.

Jeśli chodzi o warunki, to ja byłem na szlaku 31 stycznia. W dole było wtedy już kilka kresek na plusie i zero śniegu. Jednak mniej więcej od wysokości 700-800 m n.p.m. szlaki były już zasypane i oblodzone, więc bez raczków bym nie ryzykował.

Żółtym szlakiem podchodzimy pod Szyndzielnię. Tam zostawiamy go na chwilę i czerwonym dochodzimy do schroniska. Przerwa na śniadanie z widokiem na Tatry, które jednak po kilkunastu minutach giną we mgle i już się więcej nie pokażą.

Ze schroniska na Szyndzielni znów idziemy żółtym szlakiem. Droga na Klimczok to bardzo delikatne i przyjemne podejście. Trzymając się żółtego idziemy dalej na Błatnią mijając m.in. Trzy Kopce czy Stołów. Tutaj już systematycznie schodzimy w dół. Jest też znacznie mniej ludzi, a mówiąc „mniej”, mam na myśli, że nie ma żadnych. Jeszcze na Szyndzielni i Klimczoku spotkałem kilka osób mimo wczesnego ranka. Sporo biegaczy lubi te szlaki. Jednak później idę już całkiem sam.

Kawałek za Błatnią znajduje się kolejne schronisko. Z niego możecie już zmienić szlak na niebieski i zacząć schodzić lub, tak jak ja, wrócić do szczytu zieloną ścieżką edukacyjną by zobaczyć ruiny chatki drwala. Różnica jest niewielka, bo ścieżka wkrótce łączy się ze szlakiem.

Niebieski szlak z Błatniej schodzi co prawda w dół, ale czeka na nim jeszcze kilka niewielkich podejść na taki szczyty jak Przykra czy Wysoka. Szczególnie ciekawa jest jednak Palenica, czyli ostatnia tego dnia góra. Tabliczkowa szczytowa znajduje się co prawda na zakręcie przy szlaku, ale nie dajcie się zwieźć. Prawdziwy szczyt znajduje się kilkaset metrów dalej i prowadzi do niego odchodząca od szlaku w lewo ścieżka. Warto z niej skorzystać by obejrzeć np. leżący pod szczytem słowiański kurchan.

Wracamy na niebieski szlak i zaczyna się strome zejście. Śniegu znów nie ma, jest za to sporo kamieni, więc raczki lądują w plecaku. Trzeba tu uważać, bo o skręcenie niełatwo. Po chwili jednak dochodzimy znów do zapory, tylko od innej niż za pierwszym razem strony. Od tego momentu jest już płasko. Niebieskim szlakiem wracamy do parkingu.

Podsumowując: cała trasa wyniosła nieco ponad 19 km i 841 m sumy podejść. Aplikacja podaje, że jej przejście powinno zająć ok. 6 godz., ale ja zmieściłem się w 5. Uważam, że dla nieco bardziej zaawansowanych wędrowców taka pętla nie będzie wielkim wyzwaniem, ale pozwoli trochę się spocić i nacieszyć górami bez wielkich tłumów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *