Podlasie niespiesznie – Białystok, Supraśl, Kraina Otwartych Okiennic

Przez lata wschodnia ściana Polski była dla mnie białą plamą. Jasne, że wiedziałem gdzie leży Białystok, a gdzie Lublin. Gdzie jest Roztocze, gdzie Bieszczady, a gdzie Puszcza Białowieska. Ale pas ziemi od Warmii po Podkarpacie nigdy nie był dla mnie celem jakiegoś dokładniejszego poznania. Nie jeździłem tam, nie interesowałem się tymi terenami.

Wiem, że nie byłem w swojej ignorancji odosobniony. Skądś się przecież wzięło głupie i krzywdzące określenie “Polska B”. Na szczęście odosobniony nie jestem również i teraz, gdy wykonałem zwrot o 180 stopni.

Wschodnia Polska ma dziś swój czas. Budzi zainteresowanie. I to nie takie podszyte protekcjonalnym politowaniem. Nie, całkowicie szczere zainteresowanie. Widać to w popkulturze. Wystarczy wspomnieć ostatnie serialowe hity, jak Wataha czy Kruk. Widać i w turystycznych wyborach Polaków. Już nie tylko Bałtyk, Mazury i Zakopane. Już nie tylko Kraków, Wrocław czy Gdańsk. Coraz więcej z nas odwiedza Białystok, Lublin czy Rzeszów. Coraz częściej szukamy wypoczynku na Roztoczu, lubelszczyźnie czy Podlasiu. No właśnie, Podlasiu.

Jak wspomniałem, oczy na wschód otworzyły się i mnie. Niedawno. Może 3 lata temu? Zaczęło się od Warmii. Potem był Lublin, Podkarpacie i Roztocze. No i stałem się fanem. Fanem kuchni, kwasu chlebowego, powolnej jazdy bocznymi drogami wśród alei drzew. Fanem pól, łąk i wystających spomiędzy nich cerkwi i kapliczek. Fanem tego niespiesznego klimatu. Oczywiste było, że prędzej czy później przyjadę więc na Podlasie.

Na początek stolica

Decyzja jak zwykle – spontaniczna. Plan też jak zwykle – w zarysach. Będziemy improwizować. Nocleg w Białymstoku, bo wypada mniej więcej pośrodku rzeczy, które chcieliśmy zobaczyć. No i samo miasto też wartoby zwiedzić.

W Białymstoku spędziliśmy w sumie dwa wieczory. Starczyło zatem ledwie na odhaczenie obowiązkowych punktów. Jest więc Pałac Branickich i jego ogrody (te drugie ze względu na porę roku nie pokazały najlepszego co mają, ale wiosną i latem muszą robić wrażenie).

Tuż obok pałacu znajdziecie Rynek Kościuszki. Na nim muzeum i kilka fajnych knajp. W bocznych uliczkach poszukać możecie śladów Ludwika Zamenhofa, twórcy esperanto. Znaleźć możecie m.in. jego pomnik z rozsypanym alfabetem czy dom, w którym się wychował.

Od rynku ulicą Lipową dojdziecie do cerkwi św. Mikołaja, a nieco obok znajduje się ciekawy gmach podlaskiej opery. Co rzuca się w oczy, to typowo podlaska, drewniana zabudowa, którą możecie spotkać w samym centrum miasta. Dosłownie kilkaset metrów od rynku.

Czas, który spędziliśmy w stolicy województwa to jednak trochę za krótko by móc stwierdzić, że się ją poznało. Białystok to z pewnością ładne miasto. Niczego mu nie brakuje. Ale nie po nie przyjechaliśmy na Podlasie.

W krainie okiennic i szeptów

Złapałem się na tym, że nie potrafiłem wskazać jakiegoś konkretnego miejsca, które podobało mi się tego dnia najbardziej. Bo podobał mi się cały dzień. Podobało mi się przebywanie tutaj. Spacer wzdłuż wsi, przejażdżka lasem od miejscowości do miejscowości. Zatrzymywanie się przy każdej kolejnej cerkwi. Kupienie miodu w lokalnej pasiece czy krótka rozmowa ze starszym mężczyzną, który chciał nam sprzedać ziemię. Tak właśnie lubię spędzać czas w takich miejscach. Nie zwiedzając a przebywając.

Dla tych, którzy wolą jednak wpisać coś konkretnego w nawigację, proponuję wpisać: Kraina Otwartych Okiennic. To szlak stworzony na terenie trzech wsi. Są to Trześcianka, Soce i Puchły. Wszystkie leżą nad Narwią i charakteryzują się typową dla Podlasia, drewnianą zabudową. Niemal wszystkie domy tutaj mają charakterystyczne, kolorowe okiennice. Nierzadko dodatkowo zdobione. W tym stylu zbudowane są nawet przystanki autobusowe.

W Puchłach znajdziecie oprócz tego jedną z najpiękniejszych cerkwi, jakie widziałem. Błękitną i malowniczo położoną nad rozlewiskiem Narwii cerkiew Opieki Matki Bożej.

Drewniane okiennice występują w Trześciance czy Puchłach w dużym natężeniu, ale znajdziecie je właściwie w każdej miejscowości w okolicy. Łącznie z Białymstokiem. Niemal każde miasto, miasteczko czy wieś pomiędzy stolicą województwa, Hajnówką i Bielskiem Podlaskim mają swoje drewniane domy, swoje błękitne cerkwie i swój senny klimat. Atrakcją jest już same jeżdżenie od jednej do drugiej. Zdarzyło nam się parę razy wybrać jak najdłuższą drogę by po prostu pooglądać tych miejsc jak najwięcej.

Te tereny to również kraina szeptuch. Pobożnych kobiet, które dzięki żarliwej modlitwie i tradycyjnym rytuałom pomagają radzić sobie z chorobami i innymi problemami. Te wierzenia wciąż są tu bardzo silnie. Kiedyś zapewne każda wieś miała swoją szeptuchę (lub jak mówią często lokalni mieszkańcy – babkę). Dziś jest ich mniej, ale wciąż przyjmują. Pod ich domami ustawiają się niejednokrotnie wielogodzinne kolejki. Lokalsi i przyjezdni z całej Polski. Młodzi i starzy. Pełen przekrój. Adresów szeptuch raczej nie znajdziecie w sieci, choć zdarzają się i takie, które ogłaszają swoje usługi w internecie. Należy jednak pamiętać, że prawdziwa szeptucha nie pomaga dla pieniędzy i nigdy Was o nie poprosi. W dobrym tonie jest jednak zostawić cokolwiek w podziękowaniu. Takie datki babki często przekazują na cerkwie.

U Pana Boga w Supraślu

Początkowo kilka godzin chcieliśmy przeznaczyć na Puszczę Białowieską, ale sytuacja na granicach trochę pokrzyżowała plany. Miejscowości przygraniczne są zamknięte dla turystów i prędzej czy później jakiś patrol by nas stamtąd zawrócił. Szybka zmiana kierunku i od Hajnówki jedziemy do Supraśla. To miasteczko służyło za plener twórcom słynnej trylogii U Pana Boga za piecem. Akcja filmów dzieje się co prawda w Królowym Moście, ale sporą część ujęć nagrano właśnie w pobliskim Supraślu.

Jedziemy zatem, oczywiście naokoło. Przejeżdżamy przez sam Królowy Most. Tu znajduje się m.in. droga do granicy, na której zwykle suszą filmowi policjanci, oraz murowana cerkiew. Do Supraśla jest jeszcze 10 km. Okazało się, że droga prowadzi przez las. I był to jedyny raz, gdy w obawie o zawieszenie trzeba było mocno zwolnić. Drogi na Podlasiu są naprawdę dobre. Niektóre całkowicie nowe.

Supraśl to przede wszystkim drewniana zabudowa głównej ulicy. Bez problemu rozpoznacie tu np. dom filmowego komendanta policji. Drugą atrakcją jest Monaster Zwiastowania Przenajświętszej Bogurodzicy. Zabytkowy klasztor góruje nad miastem i również można zobaczyć go w filmie. Można go również zwiedzać, ale lepiej upewnić się wcześniej w jakich godzinach. Kompleks wciąż pełni swoje funkcje i nie jest otwarty o każdej porze.

Jedną z nowszych atrakcji miasteczka są bulwary i miejska plaża nad Zalewem Zajma na rzece Supraśl. Można nimi przespacerować się od Pałacu Buchholtzów do monasteru.


Więcej zdjęć z Podlasia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.