Pierwszy raz w Rzymie, czyli jak maksymalnie wycisnąć kilka dni w Wiecznym Mieście – cz. I

Są miejsca, które pozytywnie zaskakują. Są i takie, które rozczarowują (choć na szczęście rzadko nam się to zdarza). I jest trzecia grupa. Miejsca, co do których masz ogromne oczekiwania i nawet przez sekundę nie przyjdzie Ci do głowy, że mogą okazać się zbyt duże. Po prostu nie. Nigdy tam nie byłem, ale jestem całkowicie pewien, że pokocham to miejsce. Nie ma innej możliwości. I na końcu okazuje się, że miałeś rację. Mieliśmy tak do tej pory np. z Lizboną. Teraz do tej listy możemy dopisać Rzym.

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu…

Stolica Włoch prędzej czy później musiała się nam przytrafić. Taki wypad miał same plusy. Po pierwsze, oboje od dawna chcieliśmy w Italii spędzić przynajmniej kilka dni. Agata jeszcze tam nie była, a mi zdarzały się tylko szybkie, jednodniowe wizyty w Mediolanie po drodze do Marsylii.

Po drugie, Rzym przoduje chyba w każdym rankingu europejskich miast pod kątem turystyki. Składa się na to kilka czynników. Nie jest szczególnie drogi w kontekście innych europejskich stolic. Jest mocno „skondensowany”, tzn. na stosunkowo niewielkim obszarze znajduje się cały ogrom atrakcji i zabytków z absolutnego topu. To sprawia, że miasto można dość dokładnie obejrzeć w ciągu np. długiego weekendu, a do tego poruszanie się po nim jest proste i na dobrą sprawę całkowicie niemal bezpłatne.

Dodajmy włoską kuchnię, pogodę, która nawet w grudniu pozwala złapać trochę słońca czy bardzo przez nas lubiany nieco chaotyczny klimat. To się musiało udać. Polecieliśmy więc do Rzymu na 5 dni na przełomie listopada i grudnia.

Rzym w praktyce. Transport, bilety do muzeów, ceny

Nie chcę żeby ten wpis miał objętość odstraszającą. Podzielimy go więc na dwie części. W tej pierwszej skupimy się na praktycznych informacjach i ogólnych wrażeniach z Wiecznego Miasta. Na drugą część zostawimy więc konkretne atrakcje. Które warte są uwagi, które pozytywnie zaskoczyły, a które bez żalu można sobie odpuścić gdy czas goni (bo są i takie, o dziwo). Zatem do rzeczy.

Nocleg w Rzymie. Gdzie szukać? Ceny

Kusiło Zatybrze, oj kusiło. To specyficzna dzielnica. Niegdyś owiana złą sławą, dziś rozkwitająca na nowo. Z dość specyficznym klimatem i pełna lokalsów. To właśnie tam chcieliśmy na początku szukać noclegów. Na szczęście posłuchaliśmy mądrzejszych, którzy mówili: nie na pierwszy raz.

Największą zaletą Rzymu jest wspomniana już jego przystępność. Po tym mieście się chodzi. Najważniejsze zabytki wyrastają za niemal każdym rogiem, na niemal każdym placyku. Można przespacerować się do Koloseum do Schodów Hiszpańskich i po drodze zobaczyć połowę podręcznika do historii. Jednak zdecydowana większość tych najbardziej żelaznych atrakcji, których nie sposób pominąć podczas pierwszej wizyty, jest po wschodniej stronie Tybru. A Zatybrze nie.

Tak więc mieszkając tam za każdym razem trzeba najpierw przejść na drugą stronę rzeki, a to już półgodzinny co najmniej spacer lub polegać na autobusach (metro tam nie dojeżdża). Wybraliśmy więc inną część miasta i był to wybór genialny. A samo Zatybrze i tak odwiedziliśmy, o czym więcej w drugiej części.

Nasz wybór ostatecznie padł na dzielnicę Esquilino. To część miasta w okolicy głównego dworca kolejowego i autobusowego – Termini. Lokalizacja idealna na dla nas pod każdym względem. Po pierwsze, bliskość dworca, czyli łatwy przyjazd z lotniska i powrót na nie. Po drugie, rzut beretem do lwiej części zaplanowanych do odhaczenia punktów. 18 minut spacerem do Koloseum, 16 do Fontanny di Trevi, 27 do Piazza Navona. Do tego stacja metra dwie ulice dalej, sporo kawiarenek, sklepów spożywczych, bistro i restauracji w okolicy.

Jeśli zatem szukacie miejsca, które zapewni Wam wygodę i dobrą lokalizację, to możemy polecić okolicę Termini. No, może nie przy samym dworcu, bo tam jest rzecz jasna głośno i tłoczno, ale już dwie, trzy uliczki dalej w ogóle tego nie czuć.

A ceny? Bez szczególnie skrupulatnych poszukiwań, po przejrzeniu Bookingu i AirBnB zdecydowaliśmy się na zwykły hotelik w tym pierwszym. Spokojnie znajdziecie pokój w przyzwoitym standardzie w cenach nieodbiegających od Polski. My co prawda poza sezonem, ale bez rezerwacji z wyprzedzeniem i szczegółowego researchu płaciliśmy ok. 100 zł za dwuosobowy pokój. A tydzień wcześniej byliśmy w Szaflarach w pensjonacie za podobną cenę. Rzym naprawdę nie jest szczególnie drogi.

Cacio e pepe, czyli geniusz tkwi w prostocie. Ile kosztuje jedzenie w Rzymie?

Nie jest też drogo w knajpach. No, na pewno nie we wszystkich i nie wszystko. Spokojnie znajdziecie pizzę czy makaron za 8-10 euro. Może odrobinę drożej niż w większość miast w Polsce, ale przypominam, że jesteśmy w centrum stolicy i po prostu siadamy w pierwszej lepszej restauracji. Nie wiem czy dorwiecie obiad taniej na starówce w Warszawie czy Kazimierzu w Krakowie. Może być ciężko. Trochę drożej wypadają napoje, ale to dalej nie są powalające ceny.

A co jeść? No jak co? Jakkolwiek banalne by to nie było, to nie wyobrażam sobie być we Włoszech i nie zjeść pizzy czy pasty. Szczególnie te drugie są obowiązkowe. To zakrawa o truizm nad truizmy, ale najlepszy makaron zjadłem w Italii. I to nie, że raz się taki dobry trafił. Każdy ląduje w topce. Oni po prostu umieją to robić.

A żeby nie było tak całkiem banalnie, to spróbujcie typowo rzymskiego makarony, czyli cacio e pepe. Znaczy to po prostu „ser i pieprz” i tym dokładnie jest. Makaronem z serem i sosem pieprzowym lub samym pieprzem. Genialne w swojej prostocie. W jego poszukiwaniu możecie zajrzeć np. do restauracji Alessio. Zaś najlepszą pastę zjedliśmy na wspominanym już Zatybrzu, w restauracji Nannarella.

Jeszcze jedno miejsce do polecenia w kontekście tej genialnej prostoty. Naprzeciwko naszego hotelu stał mały lokal z kanapkami. Er Buchetto się nazywa. Malutki sklepik z witryną i ladą wychodzącą wprost na ulice. Za tą ladą starszy Włoch z rzeźnickim nożem w ręce i papierosem przyklejonym do wargi. Za nic ma sobie nie tylko sanepidowskie przepisy, ale i pewnie nowoczesne nauki dotyczące podejścia do klienta. Co chwila pokrzykuje na ludzi w kolejce by się nie guzdrali i szybko decydowali co chcą. Mimo, że menu Er Buchetto liczy sobie kilka pozycji, to wybór ogranicza się właściwie do jednego pytania: duża czy mała. Wszyscy bowiem, z którymi staliśmy w niemałej kolejce, przyszli tu po jedno. Bułkę z mięsem. To jest dokładnie to, na co brzmi. Pan Włoch rozkrawa ciabatę i wprost na nią skrawa kawałki upieczonej wraz ze skórą wieprzowiny, której wielki kawał dumnie stoi na ladzie. A w kolejce po ten rarytas starzy Włosi i nastolatkowie, turyści, taksówkarze, robotnicy i panowie pod krawatem. Każdy dostaje swoją bułę z mięsem, do tego zamawia małe piwo lub wino w plastikowym kubku i oparty o ścianę budynku czy starą beczkę pałaszuje gorączkowo dyskutując z innymi pałaszującymi by za chwilę wrócić do pracy. Coś pięknego.

Po Rzymie się chodzi, czyli transport w Wiecznym Mieście

Przejdźmy, hehe, do tego, z czym Rzym skojarzył mi się najbardziej. Bardziej niż z jedzeniem, bardziej niż z zabytkami. Z chodzeniem. Słyszałem to wcześniej setki razy: „po Rzymie to się nachodzisz; szkoda kasy na bilety kilkudniowe na komunikację; tam jest wszędzie blisko”. I wiecie co? To jest całkowita prawda.

Podczas 4 pełnych dni w Wiecznym Mieście zrobiliśmy gruuuubo ponad 100 tys. kroków. Tylko raz zdarzyło nam się skorzystać z komunikacji miejskiej nie licząc transferu z lotniska. I nie wymagało to jakichś wielkich wyrzeczeń. Spacer tymi ulicami jest czystą przyjemnością. Za każdym niemal rogiem, na każdym niemal placu opada szczęka. I chce się iść dalej. Jeszcze jedna uliczka, jeszcze jeden skwerek. I jeszcze jeden. I ostatni.

Pierwszego dnia szliśmy z Watykanu w kierunku centrum. Pamiętam jakim przeżyciem było przypadkowe wejście na plac z Panteonem. Monumentalna świątynia wyrasta niemal znikąd. Później jeszcze kilkukrotnie specjalnie tamtędy przechodziliśmy żeby znów się na niego natknąć. I za każdym razem robi wrażenie.

I tak jest bardzo często. W tym mieście nie sposób się zatrzymać, bo co chwila wchodzi się na coś nowego. Ostatniego dnia przed wylotem, kiedy obejrzeliśmy już właściwie wszystko co chcieliśmy, postanowiliśmy się przejść tylko na Piazza Navona na kawę. Skończyło się na Watykanie, bo nie potrafiliśmy się zatrzymać.

Chodzenie po Rzymie jest więc atrakcją samą w sobie i w moim odczuciu największą. I to prawda, że wszędzie jest tu blisko. Chyba dwie najbardziej oddalone spośród tych sztampowych atrakcji – Koloseum i Watykan – dzieli niespełna godzinny spacer.

Jeśli zatem wybieracie się do Rzymu po raz pierwszy, chcecie zobaczyć jego sztandarowe zabytki, mieszkacie w centrum, nie macie szczególnego zamiaru zwiedzać przedmieść czy miasteczek wokół i jesteście zdrowi, to nie potrzebujecie żadnego środka transportu. Wszędzie zajdziecie na nogach, a z metra czy autobusu albo nie skorzystacie w ogóle, albo raptem raz czy dwa, a więc nie ma sensu kupować kilkudniowego biletu.

Jeśli wiecie, że będziecie na transporcie zbiorowym polegać częściej, to oczywiście macie opcje kupna dłuższych biletów, które opłacają się bardziej niż pojedyncze. Macie też kilka rodzajów kart miejskich. Najpopularniejsza z nich to Roma Pass. Występuje w wersji 48 i 72-godzinnej. Uprawnia do korzystania z komunikacji publicznej i darmowego wejście do jednego, a w przypadku karty 72-godzinnej do dwóch rzymskich muzeów. Kosztuje w najtańszej opcji 35 euro. Czy to się opłaca? Musicie przekalkulować to sami. Nam się nie opłacało.

A jeśli jesteście totalnymi psychopatami, to polecam poruszanie się po Rzymie samochodem. Powiem tak: byłem kierowcą w Grecji, Hiszpanii czy Albanii. Ale w Rzymie nie chciałbym być za nic. Lubię ten południowy chaos i koncerty klaksonów, ale do pewnego stopnia. W stolicy Włoch skalę wybiło i dziękowałem, że mogę to oglądać z perspektywy chodnika.

W drugiej części opowiemy coś niecoś o najważniejszych zabytkach Rzymu, o tym dlaczego niektóre z nich można sobie darować, a inne trzeba zobaczyć bezwarunkowo, o tym dlaczego Zamek Anioła jest super, a Schody Hiszpańskie już nie i jeszcze o paru innych sprawach. Czytajcie TUTAJ


Zobaczcie więcej zdjęć z Rzymu:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.