Korona Gór Polski #2 – Turbacz, Biskupia Kopa [SZLAKI, WIDEO]

Jak idzie dobywanie kolejnych szczytów Korony Gór Polski? Ano jakoś idzie. Luty to dwie kolejne wycieczki, a zatem udaje się utrzymać bezpieczne tempo dwóch, trzech szczytów miesięcznie, co z kolei daje szanse na zakończenie całego projektu powodzeniem. Cieszy również to, że jak do tej pory udało nam się uniknąć wyjątkowo kiepskiej pogody. Czyli sama przyjemność. Ale do rzeczy. Gorce i Góry Opawskie.

Korona Gór Polski – Turbacz

Ja naprawdę nie wiem o co chodzi z tym Turbaczem (1310 m n.p.m.), ale wielokrotnie słyszałem od wielu ludzi, że to zbyt trudna trasa, że poważna sprawa, że lepiej nie, że nie wiedzą czy dadzą radę, itd. Dziwiło mnie to o tyle, że byłem na Turbaczu już kilka razy wchodząc z różnych stron i żadnych szczególnych trudności nie pamiętałem. Nie inaczej było teraz, a więc zimą.

Jasne, do każdej góry trzeba podchodzić z szacunkiem, przygotować się, dobrze ubrać, dobrze spakować i generalnie nie robić głupot. Ale Turbacz nie różni się pod tym względem od innych szczytów w okolicy. Mniejszych czy większych. Nie ma tu eksponowanych przejść. Nie ma szczególnie ostrych podejść. Jest przyjemna trasa z ładnymi widokami. Jedyna różnica jest taka, że trzeba na nią poświęcić więcej czasu. O ile często najkrótsze szlaki prowadzące na jakiś szczyt i z powrotem nie przekraczają 3,5-4 godzin, o tyle na Turbacz tak krótkich szlaków nie ma. Musicie liczyć co najmniej 5, a pewnie bliżej 6 godzin spokojnego marszu. Może to właśnie to odstrasza od najwyższego szczytu Gorców? Jeśli tak, to niepotrzebnie. Trasa na Turbacz to sama przyjemność i jeśli dajecie radę na krótszych odcinkach np. w Beskidach, to i tu poradzicie sobie bez problemu.

Nasze wejście w ramach Korony Gór Polski zaczęliśmy z Nowego Targu, a konkretnie z osiedla Oleksówki. Samochód zostawiliśmy na parkingu w okolicy stoku narciarskiego. Stamtąd na szczyt prowadzą dwa szlaki – żółty i zielony. Oba o podobnej długości i trudności. Można więc zrobić pętle, a jej kierunek wybrać dowolnie. My zdecydowaliśmy się zacząć szlakiem żółtym.

Prowadzi on bezpośrednio do schroniska pod Turbaczem. Przez pierwsze 4 km mamy jednostajne podejście. Mniej więcej w okolicy Bukowiny Miejskiej nieco się wypłaszcza, a po około kilometrze zaczyna się kolejne, ale już łagodniejsze, podejście aż do samego szczytu. Pamiętajcie, że schronisko PTTK to jeszcze nie Turbacz. Do niego trzeba iść jeszcze ok. 10 minut czerwonym szlakiem.

Schodzimy natomiast od schroniska niebieskim szlakiem do Bukowiny Waksmundzkiej i stamtąd wspomnianym już zielonym do Nowego Targu. Całość to ok. 16 km i 5 godzin marszu. Zimą może to być nieco dłużej. U nas zajęło ok. 5,5 godziny, ale raczej nie z powodu trudności na szlaku, a częstych przerw na rzucanie się śnieżkami i skakanie w zaspy. Trafiliśmy kapitalne warunki, a pokrywa śniegu sięgała daleko za połowę drogowskazów na szlaku.

Korona Gór Polski – Biskupia Kopa

Powoli kończą nam się szczyty w odległości mniej niż 3 godzin jazdy samochodem. Została właściwie tylko Babia Góra i Mogielica. I do niedawna Biskupia Kopa (890 m n.p.m.). Do niedawna, bo to właśnie najwyższy szczyt Gór Opawskich wybraliśmy na drugie lutowe wejście.

Pierwszy wypad w Sudety w ramach naszej Korony Gór Polski był taki, jakiego się spodziewałem. Góry te nie są w dużej mierze szczególnie wysokie, ale znacząco różnią się od znanych mi zdecydowanie bardziej Beskidów. Nie wiem czy to kwestia krajobrazu czy może historii, ale towarzyszy im zwykle specyficzny, nieco tajemniczy klimat. Podobnie było i tym razem. Pogoda nas nie rozpieściła, ale dostarczyła za to mglistej aury.

Zaczynamy z parkingu w Pokrzywnej. Stamtąd ruszamy niebieskim szlakiem do Gwarkowej Perci. Po drodze mijamy miejsce, w którym kiedyś znajdowała się skocznia narciarska. Dzisiaj raczej próżno wypatrywać pozostałości. No chyba, że nie dość uważnie patrzyliśmy.

Sama Gwarkowa Perć to najciekawszy i najbardziej widowiskowy fragment trasy. Jak to perć – jest stromo, jest po kamieniach, jest malowniczo. W okolicy znajduje się również 11-metrowa drabina, który służy za alternatywę dla wejścia po kamieniach.

Po wstępnej zadyszce jest już spokojnie i tak raczej pozostanie. Niebieski szlak krzyżuje się z żółtym, który prowadzi na szczyt. My najpierw idziemy jednak jeszcze kawałek dalej by zobaczyć Piekiełko – dawny kamieniołom, na dnie którego chować miał się diabeł. Diabła nie było więc wracamy na żółty szlak i maszerujemy do góry.

Dochodzimy do schroniska pod szczytem i stamtąd zielonym i zielono-czerwonym szlakiem mamy jeszcze ok. 20 minut na szczyt. Na tym odcinku bardzo przydały się raczki, bo pod świeżą warstwą śniegu była gładka i gruba warstwa lodu na całej szerokości ścieżki.

Na szczycie Biskupiej Kopy znajduje się charakterystyczna wieża widokowa. Wysoka na 18 m, zbudowana pod koniec XIX wieku. Przy dobrej pogodzie można z niej obserwować np. Karkonosze. My mieliśmy widoczność na kilkanaście metrów, więc ten punkt sobie odpuściliśmy.

Schodzimy szlakiem czerwonym do Przełęczy pod Kopą. Stamtąd można iść dalej czerwonym na Srebrną Kopę lub od razu żółtym na dół. My idziemy na dół. Żółty szlak prowadzi ostatecznie do parkingu, z którego zaczęliśmy, ale robi sporą pętlę. Skracamy więc sobie drogę.

Mniej więcej na wysokości wspomnianej już skoczni narciarskiej znajdziecie przecinkę łączącą żółty szlak z niebieskim, którym zaczynaliśmy. Dzieli je może za 100 metrów, ale doliczyć musicie 60-metrową różnicę wysokości. Mówiąc wprost – ostro w dół. A że ziemia śliska, to i na dupie można wylądować. Potwierdzone info.

Korona Gór Polski – 5/28; 55,6 km i 17:32h marszu (stan na 01.03.2022)

Więcej o Koronie Gór Polski w naszym wykonaniu TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.