Korona Gór Polski #1 – Czupel, Skrzyczne, Lubomir [SZLAKI]

Wiem jak to brzmi. Postanowienie noworoczne. Sam lubię się z nich śmiać. Ale jeśli Twoim postanowieniem jest robienie częściej tego, co się lubi, to można trochę przymknąć oko. A zresztą postanowienie zapadło jeszcze listopadzie, więc nie takie do końca noworoczne. Ale do rzeczy.

Razem z przyjacielem Kazikiem (możecie zaobserwować jego profil o tutaj) uznaliśmy, że fajnie byłoby w 2022 pochodzić trochę więcej po górach. A żeby takie zamierzenie nieco uatrakcyjnić może dodamy do niego jakiś klarowny cel? Coś, czego postęp będzie można na bieżąco mierzyć i tym samym utrzymywać pewien poziom motywacji. I tak właśnie powstał pomysł zdobycia Korony Gór Polski w ciągu jednego roku kalendarzowego.

Tak, wiem, że nie brzmi to może imponująco. Wiem, że są ludzie, którym zajmowało to kilka dni. My jednak nie jesteśmy w żadnej mierze profesjonalistami. Ogranicza nas również liczba wolnych dni. A co najważniejsze, nie chcieliśmy żeby ten cel zdominował nasz rok. Absorbował cenne dni skrzętnie zbieranego urlopu. Ma to być miły dodatek. Pomysł na spędzenie wolnego czasu, gdy akurat nie ma innych pomysłów na jego wykorzystanie.

Zdaję sobie sprawę, że niektóre wypady, jak np. w Tatry, Karkonosze czy Bieszczady, będą bardziej absorbujące. Ale będzie też sporo prostych i krótkich mikrowycieczek, które, bądźmy szczerzy, będą pełnić rolę zapchajdziur dla weekendów, w których akurat nie ma nic lepszego do roboty.

Korona Gór Polski – przygotowanie

Czymże jest ta popularna ostatnio Korona Gór Polski? To lista 28 szczytów, najwyższych w swoich pasmach spośród tych leżących na terenie naszego kraju. Są więc na niej oczywiście Rysy, Śnieżka czy Babia Góra, ale i mnóstwo mniejszych i mniej znanych (albo niemal nieznanych) gór i górek. Sporo też jest kontrowersji dotyczących samej listy. Wynikają one głównie z błędów pomiarowych lub innych pomyłek, które naprawiono dopiero po sporządzeniu listy. Ta utarła się już jednak i postanowiono jej nie korygować. Stąd wśród szczytów KGP znajdują się i takie, które wcale najwyższe w swoich pasmach nie są. O jednej z nich poniżej.

Część ze szczytów KGP miałem już odhaczone, chociażby Rysy, uznaliśmy jednak, że wszystko zaczynamy od zera. Tak aby móc faktycznie powiedzieć, że udało nam się ją zdobyć w ciągu 12 miesięcy.

Przed rozpoczęciem zdobywania korony rozważaliśmy jeszcze opcję zapisania się do Klubu Zdobywców Korony Gór Polski. Dzięki temu po udokumentowaniu wszystkich wejść moglibyśmy oficjalnie nazywać się zdobywcami KGP, co poświadczałaby specjalna odznaka i chyba coś tam jeszcze. Odstraszyła nas jednak skomplikowana jak na 2022 rok papierologia. Zgłoszenia listowne, drukowanie zdjęć ze szczytów, oczekiwanie 18 dni na książeczkę, a na końcu czekanie na werdykt jakiejś loży, która ostatecznie uzna czy wlazłem czy nie wlazłem na te 28 gór. Odpuściliśmy. Wystarczy mi świadomość, że to zrobiłem i nie potrzebuję do tego uznania wyższej instancji. A za pamiątkę niech posłużą pieczątki w zwykłej książeczce PTTK. No i w drogę.

Korona Gór Polski – Czupel

Zaczęliśmy 6 stycznia 2022 roku. Na pierwszy ogień wybraliśmy góry najbliższe nam – Czupel (933 m n.p.m.) oraz Skrzyczne (1257 m n.p.m). Postanowiliśmy oba szczyty odhaczyć tego samego dnia. Przed świtem wyjechaliśmy więc w stronę Bielska-Białej i po godz. 7 wychodziliśmy z parkingu na przełęczy Przegibek.

Czupel to najwyższy szczyt Beskidu Małego. I gdyby nie ten jeden fakt, to pewnie popularność góry spadłaby kilkukrotnie. Potwierdziła nam to ekspedientka kiosku stojącego przy wspomnianym parkingu.

Odkąd zaczęła się pandemia mamy tu kilka razy więcej turystów niż bywało wcześniej. Robią koronę, więc tu też muszą wejść.

Nie wiem czy Czupel przyciąga turystów z jakiegoś innego powodu. Może jeszcze dzięki trasom do narciarstwa biegowego, które rozchodzą się od stacji przy schronisku na Magurce. Poza tym jednak nie jest to raczej góra, którą wybralibyście na wycieczkę w pierwszej kolejności. Jej szczyt jest całkowicie zalesiony i gdyby nie tabliczka łatwy do przeoczenia. Jeśli chodzi o widoki, to w pierwszej fazie podejścia możecie obserwować panoramę Bielska-Białej, a ze szczytu, o ile znajdziecie przerwę w krzakach, Górę Żar.

Nie zrozumcie mnie źle. To bardzo przyjemny spacer, a w początkowej fazie nawet całkiem męczący ze względu na strome podejście, ale raczej nieprędko tu wrócę.

Korona Gór Polski – Skrzyczne

Z przełęczy Przegibek ruszamy pod Skrzyczne, najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego. Wybieramy wejście z Lipowej. Z dwóch powodów. Po pierwsze, wejście najpopularniejsze, ze Szczyrku, każdy z nas ma już za sobą. Po drugie, do Lipowej mamy bliżej, a chcemy zdążyć przed zmrokiem.

Szlak zaczynamy przy parkingu obok hotelu Zimnik. Od razu ostre podejście, które utrzymuje się na dość jednostajnym poziomie aż do szczytu. W trakcie naszego wejścia pogoda zmienia się dość mocno. Czupel i początek szlaku na Skrzyczne, to właściwe jesionno-wiosenna aura. Trochę śniegu, mało słońca, dużo błota i temperatura na plusie. Po niecałej godzinie jednak temperatura mocna spada i zaczyna się zamieć śnieżna. Jej apogeum spotyka nas oczywiście na szczycie, co dopełniło doskonale moją skrzyczeńską trylogię. Byłem na tej górze trzeci raz i trzeci raz nie widziałem kompletnie nic. Nawet wieży telewizyjnej, dopóki nie podszedłem do niej na kilka metrów. No trudno. Podejście pod sam szczyt (znajduje się nieco dalej niż schronisko), herbata w schronisku i powrót na dół. Po drodze zaczęło się przejaśniać, więc udało się zobaczyć cokolwiek podczas tej trasy.

Korona Gór Polski – Lubomir

Trzecia i ostatnia odsłona KGP w naszym wykonaniu w styczniu. Lubomir (904 m n.p.m.), najwyższy szczyt Beskidu Makowskiego. No właśnie, czy aby na pewno? To jedna ze wspomnianych już kontrowersji. Otóż według regionalizacji z roku 1977 szczyt ten faktycznie należał do Beskidu Makowskiego i prawdopodobnie na tym opierali się twórcy koncepcji KGP. Późniejsze badania stwierdziły jednak, że Lubomir leży w Beskidzie Wyspowym, którego najwyższym szczytem jest Mogielica (1171 m n.p.m.). W takiej sytuacji Lubomira na liście w ogóle być nie powinno. Ale jest. A skoro jest, to trzeba na niego wejść.

Oczekiwań nie miałem żadnych. Po pierwsze, miała być kiepska pogoda. Po drugie, komentarze w sieci nie nastrajały optymistycznie. Jeden z nich brzmiał mniej więcej tak: Szczyt bez widoków, bez historii, za to z górą śmieci. Jest pieczątka i to wszystko.

Jak się wkrótce okazało zarówno prognozy pogody, jak i opinie internautów można był osobie wsadzić… między bajki.

Trafiliśmy na kapitalne warunki. Temperatura w okolicy zera, pełne słońce, a do tego świeży śnieg i okalający drzewa szron. Sceneria bajkowa. Szczególnie, gdy idąc od schroniska na Kudłaczach wybierzecie wariant podejścia czarnym szlakiem. Prowadzi on korytem zamarzniętego wówczas potoku.

Widokowo też było świetnie. Tuż przed samym szczytem znajduje się Spadzista Polana, punkt widokowy z kilkoma ławkami. Przy pogodzie, na którą trafiliśmy, spisał się świetnie. Na samym Lubomirze znajdziecie z kolei obserwatorium astronomiczne i, pierwszą jaką spotkaliśmy do tej pory, skrzyneczkę z pieczątką.

Szlak na Lubomir to bardzo przyjemna i niewymagająca trasa. Idealna na krótki spacer lub dla osób początkujących. Nie wierzcie wszystkim opiniom w sieci. Tylko tym moim.

Korona Gór Polski – 3/28; 27,5 km i 8:55h marszu (stan na 20.01.2022)

Więcej o Koronie Gór Polski w naszym wykonaniu TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.