Jezioro Bled – słoweńska perełka nie z tego świata [ZDJĘCIA, WIDEO]

  • przez

Drugim przystankiem na naszej trasie dookoła Alp była Słowenia. A konkretnie jej północna część leżąca w Alpach Julijskich. Tam znajduje się absolutna perełka, w której zakochaliśmy się od pierwszego wejrzenia.

Chodzi o Bled. To jednocześnie nazwa jeziora i miejscowości nad nim. Dość popularny kurort, szczególnie wśród Austriaków i Niemców (niemiecki będzie nam towarzyszył cały czas). Jezioro jest niewielkie, ale położone tak malowniczo, że aż trudno w to uwierzyć. Ujmę to tak – gdyby ktoś pokazał mi obraz tego miejsca. Taki pejzażyk, jakie często wiszą w hotelach. To uznałbym to wręcz za kicz i przejaw wyjątkowo bujnej wyobraźni malarza. Mamy bowiem jezioro o wodzie turkusowej (nie trochę turkusowej – turkusowej jak tylko turkusowy potrafi być turkus). Wokół wysokie, ośnieżone nawet latem alpejskie szczyty. Na skale schodzącej wprost do wody wisi zamek. Z kolei na jeziorku znajduje się mała wysepka. A na wysepce? A jakże, kościółek. Z małą wieżyczką. Brzmi jak ściema, prawda?

Tylko, że to całkowita prawda. Tak właśnie wygląda Bled. Dwoiłem się troiłem by choć w części oddać na zdjęciach kolor tej wody, ale poległem. Nijak ma się on do rzeczywistości. Po prostu coś pięknego.

Malownicza wyspa na środku jeziora

Wspomniana wyspa nazywa się Blejski Otok. To miejsce uważane było za święte jeszcze w czasach przed chrystianizacją. Na wysepce znaleziono pozostałości ołtarza poświęconego słowiańskim bóstwom. Dziś z kolei znajduje się tu kościół będący miejscem pielgrzymek. Mówi się, że kto zabije w jego dzwon, temu spełni się życzenie. Chyba, że jego życzeniem jest nie płacić 12 euro za wejście (serio, to już wejście na Wieżę Eiffela jest tańsze).

Codziennie do brzegu wysepki dobijają setki łodzi. Możecie dostać się tam na własną rękę, wypożyczając łódź, kajak czy SUP-a. Możecie też korzystać ze zbiorowego transportu. Koszt takiej przejażdżki to 15 euro od osoby. W ogóle przygotujcie portfele, bo Słowenia okazała się znacznie droższa np. od Włoch. Fakt, że byliśmy tu w szczycie sezonu i wiem, że 2 miesiące wcześniej ceny były niższe o kilka euro, ale mimo wszystko. Makaron w Słowenii – 17 euro (!), makaron w Wenecji – 6 euro.

Na szczęście nad Bledem nie za wszystko trzeba płacić. Taka np. kąpiel w tej kosmicznej wodzie może być bezpłatna. Ludzie schodzą do jeziora w każdym niemal miejscu, ale trzeba przyznać, że to nie jest najwygodniejsza opcja. Lepiej wybrać się na zachodni brzeg, gdzie w pobliżu kempingu znajduje się ośrodek olimpijski i duża, bezpłatna plaża z łagodnym zejściem do wody i pomostami. Można też skorzystać z lepiej wyposażonych, ale za to już płatnych, prywatnych plaż. Koszt – 10 euro za dzień.

Kolejną propozycją jest sam spacer wokół jeziora. Niemal w całości jest ono otoczone ścieżkami spacerowymi. To przyjemne i proste trasy, a jeśli ktoś ma ochotę na więcej, to może wspiąć się na jeden z kilku punktów widokowych, jak chociażby Ojstrica czy wzgórze z zamkiem. Za to kilkanaście kilometrów dalej zaczyna się już poważny hiking. Mamy bowiem malowniczy wąwóz Vintgar, a jeszcze za nim Triglavski Park Narodowy.

Wąwóz był na naszej liście, ale plany zweryfikowała pogoda. Rozpadało się trochę w dniu naszego wyjazdu, a musieliśmy jeszcze dostać się do Włoch. Nic straconego. Do Bledu na pewno wrócimy, szczególnie, że mamy tam raptem 8 godzin samochodem. Miejsce jest więc świetnym punktem na nocleg po drodze do Włoch czy Chorwacji. Jadąc w tamte strony warto tu zajrzeć.


WIĘCEJ ZDJĘĆ Z BLEDU

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.